Modlitwa o zapał...

Modlitwa o zapał...

..Panie, czasami nic mi się nie chce i mam wszystkiego dość. Kiedy dopada mnie znużenie, obojętność, zniechęcenie, apatia, nuda lub „smutek tego świata”, nie zostawiaj mnie samego. Poślij mi anioła, który mnie wyrwie z leniwego odrętwienia. Jezu, który napracowałeś się dla naszego zbawienia, proszę, oddal ode mnie wszelką duchową ociężałość. Usuwaj z serca zgorzknienie, odnawiaj gorliwość w czynieniu tego, co dobre, święte, pożyteczne. Daj świeżość mojej modlitwie, zapał w pracy, radość w służeniu Tobie i bliźnim. Naucz mnie mądrze korzystać z daru czasu. Niech budzi mnie anielskie wołanie: „zaraz dzień (jeszcze jeden) zrób, co możesz”...

środa, 28 września 2011

Zejście ze szczytu

Po kilkuminutowej obserwacji okolicy z platformy - cały czas była kolejka, a tam mieściło się zaledwie  kilkanaście osób - ruszyliśmy w drogę powrotną... tym razem innym szlakiem... podobno trudniejszym.
No i faktycznie... schodziło się o wiele trudniej niż wchodziło, ale za to trochę szybciej.



Tam byliśmy... widoczna jest platforma z której patrzyliśmy na okolice.






Nasza grupa już po zejściu... w tle Trzy Korony.
Byliśmy zadowoleni że udało się nam wejść na szczyt... ja też.
Ale odczułam to okropnie... nogi miałam jak z galarety o bólu kolan nie wspomnę.
Dowiedziałam się że takie "galarety" są dlatego, że  organizm wyczerpał zapas cukru..... hm... chyba to prawda, bo zjadłam kilka cukierków i po ok. 30 minutach było prawie dobrze...


Poszliśmy potem do punktów gastronomicznych, gdzie zjedliśmy obiad i odpoczęliśmy.
Po godzinnej przerwie i odpoczynku, autokarem pojechaliśmy do Niedzicy... ale o tym jak zwykle w następnym poście :)

5 komentarzy:

  1. Ladna wycieczka, ladna okolica i grupa swietna. Czekam na relacje z Niedzicy, bylam tam dwa lata temu i z przyjemnoscia odswieza wspomnienia. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również czekam na dalsze opowieści :) Wracają miłe wspomnienia...

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyli zaliczyliście Okraglicę.
    Jak tam wyszłąm pierwszy raz byłam zdziwiona,że nie widzę wszystkim nam znanej sosny.
    Ale pomimo,że po pierwszym razie,również nas nogi, koszmarnie bolały, to za tydzień...bylismy już na Sokolicy.:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Grażynko... Cynthia... ciąg dalszy już jest :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Aurelia, no tak...zaliczyliśmy.
    A wiesz... kiedy byłam 10 lat temu w tym samym miejscu, takim szczególnym znakiem Sokolicy była właśnie ta słynna sosna... krzywa, która próbuję zrobić u siebie :)
    Niestety... w tym roku jej nie ujrzałam... a wtedy była widoczna i to bardzo ze spływu Dunajcem... szkoda...
    Myślę że była schowana między innymi drzewami, bo innego wytłumaczenia nie widzę.

    OdpowiedzUsuń

Miło mi że zostawiłaś/eś ślad... dziękuję i zapraszam znowu :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...