Modlitwa o zapał...

Modlitwa o zapał...

..Panie, czasami nic mi się nie chce i mam wszystkiego dość. Kiedy dopada mnie znużenie, obojętność, zniechęcenie, apatia, nuda lub „smutek tego świata”, nie zostawiaj mnie samego. Poślij mi anioła, który mnie wyrwie z leniwego odrętwienia. Jezu, który napracowałeś się dla naszego zbawienia, proszę, oddal ode mnie wszelką duchową ociężałość. Usuwaj z serca zgorzknienie, odnawiaj gorliwość w czynieniu tego, co dobre, święte, pożyteczne. Daj świeżość mojej modlitwie, zapał w pracy, radość w służeniu Tobie i bliźnim. Naucz mnie mądrze korzystać z daru czasu. Niech budzi mnie anielskie wołanie: „zaraz dzień (jeszcze jeden) zrób, co możesz”...

sobota, 29 września 2012

Marcinki

Jesień rozpanoszyła się na dobre... ciepła i jak na razie słoneczna... chociaż teraz, gdy piszę tego posta słyszę jak za oknem pada deszcz....
A niech sobie pada... jest bardzo sucho, to się przyda :)

                                 *****

Marcinki....  to tak naprawdę jesienne astry bylinowe... jest ich mnóstwo, ale u mnie rosną tylko dwie odmiany... nie zgłębiałam wiedzy na ich temat, ale wydaje mi się że jeden to aster gawędka, a drugi to nowobelgijski... ale mogę się mylić :)
Są jednak dość piękne i o tej porze roku niezwykle dekoracyjne.









niedziela, 23 września 2012

Jak nie kochać jesieni...


Jak nie kochać jesieni...

Jak nie kochać jesieni, jej babiego lata,
Liści niesionych wiatrem, w rytm deszczu tańczących.
Ptaków, co przed podróżą na drzewach usiadły,
Czekając na swych braci, za morze lecących.

Jak nie kochać jesieni, jej barw purpurowych,
Szarych, żółtych, czerwonych, srebrnych, szczerozłotych.
Gdy białą mgłą otuli zachodzący księżyc,
Kojąc w twym słabym sercu, codzienne zgryzoty.

Jak nie kochać jesieni, smutnej, zatroskanej,
Pełnej tęsknoty za tym, co już nie powróci.
Chryzantemy pobieli, dla tych, których nie ma.
Szronem łąki maluje, ukoi, zasmuci.

Jak nie kochać jesieni, siostry listopada,
Tego, co królowanie blaskiem świec rozpocznie.
I w swoim majestacie uczy nas pokory.
Bez słowa na cmentarze wzywa nas corocznie.
                                        

                                          Tadeusz Wywrocki 


Piękny wiersz prawda ???
No i jak tu jej nie kochać, gdy na dodatek jest ciepło i słonecznie.... chociażby tak jak dzisiaj.
A dzisiaj jest pierwszy dzień jesieni....
Wprawdzie liście na drzewach są jeszcze zielone, ale czujemy już jej oddech na plecach.
Zimne wieczory... mgły... słoneczne dni.... i wszędzie pajęczyny... to wszystko przed nami.... oby jak najdłużej.




Pozdrawiam wszystkich gorąco... :)


sobota, 22 września 2012

Coś innego...

Żeby nie zanudzać tylko różami, to dzisiejszy post będzie o.... no właśnie... o czym....
Lato już się skończyło... no prawie... i  mało jest roślin do pokazania.
Ale mam jeszcze spóźnione zawilce...
Pisałam kiedyś że zima wymroziła zawilce japońskie...( zdjęcia z ubiegłego roku)



Otóż okazuje się że są to rośliny "żelazne"... wypuściły sporo liści, ale na kwiaty nie mam co liczyć.
Natomiast zawilec "Prinz Heinrich", o którym też myślałam że padnie, zakwitł... a do tego mam sporo jego siewek .
Obawiam się jednak że nie będą takie same jak kwiaty, jak u rośliny matecznej... tzn. pełne.
Zakwitła już jedna siewka, jednym kwiatem i.... rozczarowanie... kwiat ma pojedyncze płatki.
Nie tracę jednak nadziei i zobaczę jak rozkwitnie ich więcej.





Lavaglut

Róża rabatowa, około 60 cm. ciemno czerwona, aksamitna o dość pięknych kwiatach utrzymujących się bardzo długo na krzewie.
Choć nie są zbyt duże, to jest ich cała masa...  a co ważne, nie zmienia się ich kolor... chyba nawet deszcze jej nie szkodzą.
Czy pachnie ?... powiem szczerze, że nie wiem.... nie wąchałam jeszcze. Ale bardzo mi się podoba...
Mam ją od jesieni zeszłego roku i zimę przetrzymała dobrze... rozrosła się też dość dobrze i mam nadzieję że nie będzie z nią większych problemów... niestety... choruje na czarną plamistość.
A kwitnie do teraz... właściwie to nie miała żadnej przerwy.





piątek, 21 września 2012

Louise Odier

Róża burbońska, o różowym kolorze i pięknie pachnących kwiatach... rośnie dość silnie do około 2m... szalona... :)))
Zakwitła jako pierwsza i to bardzo obficie.
Byłabym z niej bardzo zadowolona, gdyby drugie kwitnienie było równie obfite jak pierwsze.
Mam ją dopiero od zeszłego roku, więc mam nadzieję że się poprawi :)
Zimę przetrzymała bez żadnego problemu nie okrywana. Po pierwszym kwitnieniu wypuściła kilka bardzo długich pędów tak, jakby to była róża pnąca.... powiem szczerze, że nie wiem co mam z tym zrobić :)
Jej płatki nadają się na konfiturę...
Na ogół jest zdrowa, chociaż pod koniec lata  złapała trochę plamek.






czwartek, 20 września 2012

To co kocham...

 Uwaga.... dzisiaj bardzo długi post :)))

Mało pokazywałam to, co kocham chyba najbardziej... róże.
Uprawiam je od samego początku, kiedy to kupiłam działkę...  z różnymi efektami.
Miałam ich wtedy kilka, może kilkanaście.
Na początku było wszystko dobrze, aż przyszła pewna zima i skosiła mi prawie wszystkie róże jakie miałam.
Wtedy odechciało mi się czegokolwiek.... powyrzucałam zmarznięte i zaczęłam sadzić liliowce... dużo liliowców  :)
Ale nie na długo... kiedy mi przeszło, znowu kupiłam kilka fajnych róż... i tu muszę powiedzieć, że było mi właściwie obojętne jaką mam różę... byleby kwitła i była ładna.
Ale gdy trafiłam na pewne forum, i zaczęłam czytać o różach, dopiero wówczas otworzyły mi się oczy.
A było to kilka lat temu... no i od tej pory ogarnęła mnie - można by tak powiedzieć - różomania  :)))
Zaczęłam dokładniej czytać opisy i w ten sposób powoli stawałam się wybredna... :)))
Już nie kupowałam na oślep róż które były dostępne w marketach, czy ogrodniczych sklepach, ale w sprawdzonych i pewnych szkółkach.
Zdarza się że czasem kupię różę w markecie, ale jak widzę jej kwiaty... no i nazwy są znajome.
Wiem mniej więcej czego można się spodziewać po danej róży.... zaznaczam, że jeszcze żadnym ekspertem różanym nie jestem, ale trochę wiem... :)
Dużo czytam i oglądam, bo zależy mi głównie na zdrowotności róż.
Nie chcę używać za dużo chemii w ogródku, dlatego wybieram... a przynajmniej staram się wybierać te róże, które w opisach mają bardzo dobrą, lub dobrą odporność na choroby.
Czasem zdarza się tak, że w opisie róża uchodzi za odporną, a u mnie niestety... najczęściej dopada czarna plamistość, rzadziej rdza lub mączniak.
I co o tym myśleć ?.... ano... mogą być różne przyczyny, ale  najpewniejsze to to, że pogoda nie ta, bądź przenawożona... przenawożenie podobno jest gorsze od niedożywienia.
Dlatego staram się nawozić rozsądnie... a przynajmniej tak mi się wydaje :)
Najgorszą opcją może być to, że róża jest zaniedbana.... może się tak zdarzyć... np.w tym roku byłam w ogóle ze wszystkim do tyłu... nie pryskałam, nie nawoziłam, więc i czarna plamistość, a nawet i mączniak się pojawił.
Nie.... nie... nie myślcie sobie że wszystkie róże dopadły te choroby... tylko kilka z moich 60-ciu róż.
Najgorzej wypadły róże rabatowe takie jak Kalmar, która ma piękny kolor i kształt kwiatu, Tip-Top, równie piękna, dwie NN, Geisha, Olimpic Palace, Augusta Luise...
Nawet Chopina zaatakował mączniak, a od niego dostało się i Pirouette Courtyard i trochę Louise Odier.
Większość róż jest jednak dość zdrowa, choć teraz, prawie jesienią, to już  można  wybaczyć im drobne plamy.
 Czeka mnie jeszcze przesadzanie i dosadzanie nowych róż, a od przyszłego sezonu zadbam znowu o nie odpowiednio.
Nie to, żebym miała pryskać chemicznie, ale tak jak w ubiegłych latach zastosuję mleko i sodę jeśli zajdzie taka potrzeba.
Zobaczymy co będzie... mam nadzieję że nie będzie tak źle, ponieważ mam już całkiem sporo odpornych róż, a zamówione też do takich należą.

No dobra.... dość pisania.... pora abym pokazała jakie róże rosną w moim ogródku :)
W miarę ich pokazywania , będę  opisywać w kilku zdaniach jak sprawują się u mnie... niezależnie od innych opisów, które mogą się różnić bo wiem, że u kogoś ta sama róża może inaczej rosnąć ze względu na inne warunki.
Dlatego postaram się być obiektywna i napiszę jak jest u mnie... z moich długich obserwacji.

No to zaczynamy....

                                 *****

Na początek moja najstarsza i chyba na razie największa róża Chopin...
Różne źródła piszą że rośnie do wysokości  1,50 cm, ale u mnie rośnie znacznie wyżej... nawet do 200 cm. w zależności od wiosennego i letniego cięcia... i  dość szeroko.
Pędy ma dość sztywne, ale ze względu na ilość i wielkość kwiatów na pędzie, niektóre się rozkładają... szczególnie przy drugim kwitnieniu.
Kwiaty ma duże, pełne, kremowo - białe.... jesienią nawet żółte.
Zapach... kurcze... jak wsadzę nos w kwiatka, to wyczuwam delikatny zapach :)
Róża nie choruje na czarną plamistość, jedynie czasami, tak jak w tym roku dopada ją mączniak...
Pąki podczas dłuższych deszczy pleśnieją i nie otwierają się całkiem...nie są wtedy atrakcyjne.
Ale przy słonecznej pogodzie to istne cudo.
Przy takich ostrych zimach jak były ostatnio, przemarza do kopczyka - w ostatnią zimę do samej ziemi - ale dość dobrze i szybko odbija...  i obficie powtarza kwitnienie ciągnące się nieraz do mrozów.
Ogólnie rzecz biorąc... róża jest piękna i warto ją mieć w ogrodzie.
Wiele razy chciałam ją już wyrzucić - szczególnie po zimie - ale ona odwdzięcza się wtedy pięknymi i dużymi kwiatami... no i jak tu się jej pozbyć ? :)))

 To pierwsze kwitnienie...





a tu już drugie...



środa, 19 września 2012

Rozchodniki

Przyszedł też czas na jesienne rozchodniki... mam je w czterech kolorach, ale tylko jednego znam nazwę.
Reszta pozostaje bezimienna...
Roślina bezproblemowa, trzymająca "pion" i kwitnąca bardzo długo.
Nawet zimą wygląda ciekawie.

(Sedum spectabile)... 








to ten, którego znam :)... Sedum  Mr. Goodbud




Żółwik i inne

Żółwik... śmieszna nazwa i zastanawiam się co roślina ma wspólnego z żółwiem :)))
Tak w rzeczywistości nazywa się Chelone obliqua... podobny do głowy żółwia ?





Pamiętacie jak pisałam że siałam kokorycz   żółtą i nic nie wykiełkowało ?
No to już mam... i to w kilu miejscach :)
Ciekawa roślinka... taka delikatna i kwitnąca na okrągło.... (Corydalis lutea)...




Kwitły też floksy... zresztą kwitną do teraz.





I na koniec Tojeść orszelinowata (Lysimachia clethroides)
Kiepsko było z nią po zimie.... na wszelki wypadek poprosiłam sąsiadkę o sadzonkę, ale i moja odbiła:)


wtorek, 18 września 2012

To co przyjemne szybko się kończy...

Oj... jak szybko...  i tak dobiegła końca nasza wycieczka...
W czwartym dniu zaplanowany był powrót do domu, ale jeszcze po śniadaniu udaliśmy się (pieszo)
na rejs statkiem po Solinie.
Szliśmy dość szybkim tempem, bo umówieni byliśmy na godz. 10, a droga była daleka.
Z domu 
Doszliśmy po jakichś 40 minutach - trochę spóźnieni, ale statek czekał na nas.

Było słonecznie i ciepło, powietrze niezbyt przejrzyste bo pod słońce, ale udało mi się trochę zdjęć zrobić.







To tak zwana wyspa straconych cnót :)













A to już zdjęcia z zapory...  staliśmy, rzucaliśmy chleb i patrzyliśmy na olbrzymie ryby, które rzucały sie na pokarm jak piranie.
Największe okazy miały około metra długości.




Po kilkunastu minutach spędzonych na zaporze, pojechaliśmy  do domu... z przygodami.
Zresztą już  pierwszego dnia musieliśmy przymusowo zjechać z trasy, bo złapaliśmy gumę, a potem blokowały się hamulce.
Kierowca pojechał naprawić, ale w drodze powrotnej sytuacja się powtórzyła... dojechaliśmy jednak szczęśliwie.
Wszystko dobrze się skończyło, więc jest ok...

Dziękuję wszystkim którzy towarzyszyli mi w tej wyprawie i wytrwali do końca.
Następna relacja będzie dopiero za rok... być może z Krakowa, Ojcowa i  okolic, ale jeszcze nic konkretnego nie wiem...
Mam jeszcze zdjęcia z poprzednich wypadów, więc być może w któryś zimowy wieczór je przejrzę i powspominamy razem  :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...