Modlitwa o zapał...

Modlitwa o zapał...

..Panie, czasami nic mi się nie chce i mam wszystkiego dość. Kiedy dopada mnie znużenie, obojętność, zniechęcenie, apatia, nuda lub „smutek tego świata”, nie zostawiaj mnie samego. Poślij mi anioła, który mnie wyrwie z leniwego odrętwienia. Jezu, który napracowałeś się dla naszego zbawienia, proszę, oddal ode mnie wszelką duchową ociężałość. Usuwaj z serca zgorzknienie, odnawiaj gorliwość w czynieniu tego, co dobre, święte, pożyteczne. Daj świeżość mojej modlitwie, zapał w pracy, radość w służeniu Tobie i bliźnim. Naucz mnie mądrze korzystać z daru czasu. Niech budzi mnie anielskie wołanie: „zaraz dzień (jeszcze jeden) zrób, co możesz”...

piątek, 28 października 2011

Odwiedziny...

Przychodził do mnie, ale od dłuższego czasu go nie widać... czyżby zmienił rewir ?
Jest to młody kociak i chyba oswojony bo prawie się nie bał... słodziutki nie ?







  zdaje się że wypatrzył  rybkę... czyżby chciał zapolować na nią ???


nie... dał jej spokój...  :)



czwartek, 27 października 2011

Postanowione...

Dziękuję za wszystkie komentarze w poprzednim poście... dziewczyny... przekonałyście mnie.
Róża pozostanie na swoim miejscu... i tak się bałam jej ruszać bo jest dość rozrośnięta.
Zdałam sobie sprawę, że nie było by to łatwe, a róża z pewnością by to odchorowała.
---------------------------------------

Dzisiaj, oglądając blogi trafiłam na  TEN BLOG...  kurcze... tak chciałabym mieć.
Płot podobny mam, tyle że zielony :)... a róże też tam rosną, choć to bardziej misz-masz.
Nie mam co liczyć na taki widok, bo bym musiała wyrzucić kilkanaście róż, ale przynajmniej jakąś namiastkę mam... kilka parkowych już tam rośnie.
Powiedzcie sami.... czy to nie piękny widok ?... ech.... pomarzyć można... :)
--------------------------------------------------

A to tak na dzień dobry.... moja ostatnia róża w domu...



wtorek, 25 października 2011

Siedzę i myślę...

Już trzeci raz zabieram się do napisania postu i mam nadzieję że w końcu coś wyskrobię... taka jestem gaduła :)))

Tak sobie siedzę i myślę... mam różę Rosenstadt Freising... to róża parkowa.
Rośnie trochę dziwnie... tzn. jej pędy trochę się pokładają i to mnie denerwuje.
No i nie wiem co zrobić... przesadzić ją, czy zostawić ale przygotować jej jakąś podporę ?
Nie chcę jej wyrzucać, bo to bardzo odporna róża.... ma piękne błyszczące ciemnozielone liście, i choć kwiaty nie są zbyt duże a deszcz im nie służy, to gdy kwitnie jest na czym oko zawiesić.
A tak w ogóle, to zastanawiam się czy czasem nie posadziłam zbyt blisko róż, i czy za parę lat nie będzie im ciasno.
A to róża o której piszę... w pąku jest bardzo ładna.






 ale gdy się rozwinie całkowicie, staje się taka zamazana... dodatkowo opady deszczu powodują że powstają na płatkach plamy...




niedziela, 23 października 2011

Na długie zimowe wieczory...

Nalewka wiśniowa, to jedyna nalewka jaką robię od lat, ale muszę spróbować zrobić też i inne.
Jest trochę inna  niż te popularne... tzn. wiśnie zasypane cukrem a potem dodany alkohol.
Ja robię odwrotnie... najpierw zalewam wydrylowane wiśnie alkoholem, a potem gotuję syrop z cukru i miodu... powinien być to miód gryczany -  ma taki specyficzny smak.
Dodaję też spirytus i trochę rumu.
Cała produkcja nalewki trwa dość długo, około 3 miesięcy, ale warto... jest naprawdę pyszna.


Jeśli ktoś chciałby skorzystać z przepisu, to podaję... wiem że dopiero za rok będą wiśnie, ale tak na wszelki wypadek.

Nalewka wiśniowa

2 kg. wiśni
1,5 l. czystej wódki
Syrop z pół l wody i 0,5 kg cukru
1/4 l miodu gryczanego - ja daję połowę mniej, bo ma za mocny smak
1/4 l spirytusu
2 łyżki rumu - ja daję 3, ale to też w/g własnego uznania


Wiśnie płuczemy i drylujemy,
owoce i 1/5 pestek wrzucamy do słoja, zalewamy wódką i szczelnie zakręcamy.
Odstawiamy na miesiąc, trzy razy w tygodniu potrząsając słojem.
Następnie ostrożnie zlewamy płyn, dodajemy syrop,spirytus i rum.
Odstawiamy na półtora miesiąca, po czym przefiltrowaną nalewkę przelewamy do butelek.

Gdy nadejdą zimne wieczory, kieliszeczek nalewki świetnie rozgrzeje.







czwartek, 20 października 2011

Jesień to, czy wiosna ?

Wydawałoby się że o tej porze roku to już nie powinno nic kwitnąć, albo prawie nic...  a jednak...
Zadziwiające  jest, że ciemiernik kwitnie jakby nigdy nic... a przecież to roślina kwitnąca wiosną.




nie mówiąc już o cyklamenie... ten to dopiero długo kwitnie... nawet ma jeszcze pączki.




Trzmielina oskrzydlona pokazała swoje małe, pomarańczowo - czerwone owoce.






no i funkie zmieniają się z dnia na dzień... ale czyż nie jest to fascynujące ?


hortensja po przymrozku...


 a  żurawka Southern Comfort przybrała bardziej czerwony kolor...



środa, 19 października 2011

Jesienny krokus

Zakwitł kilka dni wcześniej i przymrozek niezbyt mu zaszkodził bo rośnie w zacisznym miejscu.
Miałam ich więcej, ale przy moich przeróbkach, pewnie zakopane głęboko w ziemi.





No i pozostały jeszcze chryzantemy, które powoli zaczynają kwitnąć...





wtorek, 18 października 2011

Przymrozek

Pierwszy przymrozek już za mną... pościnało dalie, heliotropy, begonie i wilce.
Jak ja zazdroszczę tym, którzy mogą wyjść do ogrodu i zrobić zdjęcia oszronionym roślinkom... :)
 -----------------------------------

Dalie, eukomisy i begonie wykopałam... muszą się trochę podsuszyć, a potem powędrują do domu do piwnicy.
Część zmarzniętych jednorocznych też wyrwałam, ale część zostawiłam...no i tak powoli... powoli... zbliżamy się do zimy... oby nie była sroga.
------------------------------------------

 W tym roku posadziłam tykwy... trochę za późno, ale urosły i to całkiem wielkie.
Miałam zamiar zrobić z nich jakieś pierdółki, ale nie wiem czy się nadają, bo nie zdrewniały.
Zerwałam je i na razie stoją sobie na stoliczku na działce... jak myślicie wysuszą się ?
A może trzeba było je jeszcze zostawić ?
Miałam pomysły na nie, ale jak nie doschną to nici z pomysłów... trzeba będzie czekać do przyszłego roku.
-----------------------------------------------

Pozdrawiam wszystkich i życzę miłego dnia...




piątek, 14 października 2011

Tak było wczoraj....

.. no tak... wczoraj... dzisiaj nie idę na działkę, bo choć świeci pięknie słońce,  jest zimno... brrr...
a ja tak lubię ciepełko.
--------------------------------

Wczoraj przygotowałam grządkę pod czosnek, ale sadzić będę dopiero pod koniec października.
Mam w planie posadzić 150 ząbków... cóż... córki uwielbiają czosnek , więc musi wystarczyć dla nas wszystkich... tzn, trzech rodzin.
W tym roku miałam mało i starczyło tylko po 13 główek na rodzinę, więc postanowiłam że w przyszłym będzie więcej.
Tym bardziej że zupełnie nie udały mi się buraczki i nie będę ich więcej sadzić, a w to miejsce będzie posadzony czosnek.
Za to marchewki mam pełną piwniczkę :)
-----------------------------------
Ale wróćmy do tematu.... jak było wczoraj... ano... pogoda zmienna... raz słońce, raz deszcz i bardzo wietrznie.
Ale w ogródku to jeszcze całkiem ładnie... popatrzcie... to taki ogólny widok na część ozdobną ogródka.



zdąży ???... chyba nie zdąży  :(


w uścisku...




kupowana jako żurawka... dopiero później dowiedziałam się że to skalnica zarzyczkolistna - Saxifraga fortunei...
Mam ją trzy lata i ciągle malutka...




i taki jesienny widoczek...



Pozdrawiam wszystkich i życzę miłego weekendu  :)

wtorek, 11 października 2011

Szaro i buro...

 No tak.... niedawno było wręcz upalnie, teraz chłodno i deszczowo...  niestety już to odczułam.
Jestem przeziębiona, mam kaszel i ogólnie nic mi się nie chce.
Oby jak najszybciej mi przeszło, bo nie mam zamiaru siedzieć w domu... chcę się jeszcze nacieszyć działką dopóki nie zaśnie snem zimowym.
---------------------------------------

Oglądając Wasze blogi, dość często spotykam się z różnymi dekoracjami... wiankami... kompozycjami itp.
Kiedyś miałam natchnienie i robiłam różności... ale teraz jakoś mi się nie chce.... starzeję się ???
I były to dekoracje na różne okazje... chyba muszę powrócić do tego aby nie zapomnieć jakie to przyjemne jak coś się zrobi samemu i się podoba.
Kilka lat temu, będąc u córki za granicą nakupiłam takich malutkich doniczek, właśnie z zamiarem zrobienia czegoś fajnego... i co ?.... przeleżały z 8 lat w szufladzie.
Dobrze że się nie potłukły.... no i może wreszcie coś z nich wykombinuję.
A tak na szybko zrobiłam taką skromną.... nawet nie wiem jak to nazwać... a niech tam... takie coś... :)



sobota, 8 października 2011

Koniec ciepłej jesieni ?

Wszystko wskazuje że tak.... ale nie ma co narzekać.
Cały wrzesień do przedwczoraj był tak ciepły jak nigdy... teraz pada deszcz, a właściwie to leje... na przemian z gradem.
---------------------------

W ogródku mam prawie wszystko zrobione... teraz czekam aż rośliny zaschną, albo mróz je zważy  bo nie lubię gołocić wszystkiego... niech naturalnie szykują się do zimy.
Robią tak wszyscy sąsiedzi... mają już pusto na działkach... a u mnie ? prawie wszystko i jeszcze w miarę zielono, a nawet kwieciście za sprawą róż.
--------------------------------------

Nowe róże już posadziłam... kurcze... ale co ja z nimi miałam.
Wcześniej zbierałam ich chore liście  i tak mnie podrapały jakby napadło mnie co najmniej pięć kocurów.
Wyglądałam okropnie... ręce we krwi i co kawałek szrama  :)
Ale jestem zadowolona... przybyło mi 13 nowych róż, a kilka musiałam przesadzić.
Tak w sumie, to zastanawiam się czy powoli nie pozbywać się starych i chorujących róż, a zastąpić je nowymi i odpornymi... hmm... muszę to przemyśleć.
Tylko problem w tym, że nie powinny rosnąć w tym samym miejscu, a innego niestety nie mam.
Pozostanie wymiana ziemi ?... cóż... pomyślę.
------------------------------------------------

No i zostało mi jeszcze przesadzenie złotokapu i akacji... a nią też będzie problem, bo ma już trzy lata i jest już duża.
Ale musi być przesadzona... jeśli się nie uda, to nie będę zbytnio rozpaczać.
I tak po każdej większej wichurze ma połamane gałęzie, mimo kilkukrotnego cięcia w sezonie.
A Wy jak myślicie ?  uda się ?

To by było tyle na ten rok... potem będę tylko chodzić od czasu do czasu na działkę i kombinować co by tu jeszcze zmienić... :)))
A tak na ocieplenie... nasturcje...




I Chopin który ugina się pod ciężarem kwiatów.


----------------------------------

piątek, 7 października 2011

Ostatni dzień wycieczki

No tak... została mi jeszcze relacja z ostatniego dnia wycieczki i przejście wąwozem Homole...
Nie było to tak trudne jak podejście do szczytu Trzech Koron, ale jakiś wysiłek był.
---------------------------------

I tak... po śniadaniu i wypiciu wzmacniającej kawy, spakowaliśmy się i ruszyliśmy w drogę.
Byłam tam już wcześniej, więc dla mnie właściwie nie było to nic nowego... ale poszłam z grupą.







Jesteśmy w połowie drogi...i jak zwykle chwila odpoczynku...








No i wdrapaliśmy się na szczyt, skąd rozciągają się takie widoki :)





Po zejściu pojechaliśmy jeszcze do Szczawnicy, ale byłam bardzo rozczarowana.
Wprawdzie dużo się tam rozbudowuje, ale ogólnie jest nieciekawie... nie podobało mi się.

Jedyne co mnie zachwyciło, to sporo oryginalnych kwietników.... to jeden z nich...
Na więcej nie było czasu... spieszyliśmy się na obiad i zwiedzanie  Rabki, w której właściwie też nic specjalnego nie było...


To już Rabka Zdrój... i tężnia solankowa.




Co mnie ujęło w Rabce ?  hmm...... powstaje tam niesamowicie wielki park.
Jest w budowie, ale myślę że za rok czy dwa, będzie tam pięknie.
Jest tam mnóstwo różnych roślin posadzonych w bardzo dużych grupach co daje niesamowity efekt... popatrzcie... to tylko kilka zdjęć, ale w większości były to świeżo sadzone rośliny i nie dawały jeszcze tego efektu...





I tak zakończyliśmy naszą trzydniową wyprawę... następna to prawdopodobnie wycieczka w Bieszczady.
Też tam już byłam, ale wtedy chyba nie wszystko zwiedziliśmy, więc z chęcią znowu pojadę.

Dziękuję wszystkim którzy mi towarzyszyli wirtualnie  w tej jakże pięknej wycieczce   :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...