Modlitwa o zapał...

Modlitwa o zapał...

..Panie, czasami nic mi się nie chce i mam wszystkiego dość. Kiedy dopada mnie znużenie, obojętność, zniechęcenie, apatia, nuda lub „smutek tego świata”, nie zostawiaj mnie samego. Poślij mi anioła, który mnie wyrwie z leniwego odrętwienia. Jezu, który napracowałeś się dla naszego zbawienia, proszę, oddal ode mnie wszelką duchową ociężałość. Usuwaj z serca zgorzknienie, odnawiaj gorliwość w czynieniu tego, co dobre, święte, pożyteczne. Daj świeżość mojej modlitwie, zapał w pracy, radość w służeniu Tobie i bliźnim. Naucz mnie mądrze korzystać z daru czasu. Niech budzi mnie anielskie wołanie: „zaraz dzień (jeszcze jeden) zrób, co możesz”...

piątek, 30 września 2011

Eomecon

Eomecon caerulea... chyba nie ma innej nazwy...
Zakwitł... nareszcie... a już myślałam że będę musiała czekać do przyszłego roku.
Kwiat nie jest zbyt duży i chowa się między liśćmi, ale sama roślina jest dosyć duża... ma około 40 cm wysokości....
Coś mi się wydaje że nie jest jej za dobrze w miejscu w którym rośnie, bo ma jakieś blade liście... chyba że to od nadmiaru słońca...
Ale za to rabata będzie pełna tej rośliny... zauważyłam... o zgrozo !... że wypuszcza pędy  daleko od siebie...
Czyżby następny "wędrownik" ???






czwartek, 29 września 2011

Niedzica

Ok... to jedziemy dalej... do Niedzicy.
Kilka lat temu już tam byłam i tym razem nie zwiedzaliśmy zamku.
Doszliśmy do wniosku że za wiele tam nie ma do zwiedzania... tak więc łaziliśmy nad zaporą...
Przewodnik dosyć dużo opowiadał, ale ja byłam padnięta, więc nie słuchałam... może i szkoda.

 Po jednej stronie zbiornika...




i po drugiej... tutaj widok na zamek w Niedzicy....



Na zaporze jest ciekawa nowa atrakcja... wielkie malowidło w trójwymiarze.
Niby nic szczególnego, ale na zdjęciu wygląda całkiem fajnie... niestety... mój M nie stanął w oznaczonym miejscu i zdjęcie nie wyszło tak jak miało.

Jestem nad przepaścią :)




o mały włos a byłabym spadła :)))



Po krótkim odpoczynku postanowiliśmy że popłyniemy do Czorsztyna - miejsca gdzie nocowaliśmy.



I jeszcze raz zamek w Niedzicy z drugiej strony...



No i płyniemy.... widoki jak zwykle piękne...
Tu widoczne ruiny zamku w Czorsztynie.






I jeszcze jedno spojrzenie na Niedzicę...


A tam...  chen daleko... widać Tatry...


Po przepłynięciu na drugą stronę zalewu, poszliśmy jeszcze pod mury zamku, gdzie przewodnik jak zwykle miał mnóstwo do opowiedzenia...


No i na tym skończyliśmy drugi dzień jakże wyczerpującej wędrówki...
Wróciliśmy do pensjonatu, zjedliśmy obiado-kolację, i smarowaliśmy nogi na następną wyprawę.
Nazajutrz mieliśmy zaliczyć Wąwóz Homole...

Cdn...

środa, 28 września 2011

Zejście ze szczytu

Po kilkuminutowej obserwacji okolicy z platformy - cały czas była kolejka, a tam mieściło się zaledwie  kilkanaście osób - ruszyliśmy w drogę powrotną... tym razem innym szlakiem... podobno trudniejszym.
No i faktycznie... schodziło się o wiele trudniej niż wchodziło, ale za to trochę szybciej.



Tam byliśmy... widoczna jest platforma z której patrzyliśmy na okolice.






Nasza grupa już po zejściu... w tle Trzy Korony.
Byliśmy zadowoleni że udało się nam wejść na szczyt... ja też.
Ale odczułam to okropnie... nogi miałam jak z galarety o bólu kolan nie wspomnę.
Dowiedziałam się że takie "galarety" są dlatego, że  organizm wyczerpał zapas cukru..... hm... chyba to prawda, bo zjadłam kilka cukierków i po ok. 30 minutach było prawie dobrze...


Poszliśmy potem do punktów gastronomicznych, gdzie zjedliśmy obiad i odpoczęliśmy.
Po godzinnej przerwie i odpoczynku, autokarem pojechaliśmy do Niedzicy... ale o tym jak zwykle w następnym poście :)

niedziela, 25 września 2011

Ostatnie kwiaty tego lata ?

Ostatnie ???... tak w sumie to jest ich jeszcze całkiem sporo... głównie róż.
Mają jeszcze sporo pąków i jeśli tylko pogoda będzie w miarę, to mam zapewniony jeszcze kolorowy ogródek na jakiś czas.
Niektóre z nich maja gołe "nogi"... tak do kolan :)... spowodowane czarna plamistością.
Parę róż które są odporne mają się nieźle, ale i te łapią już plamki choć nie powinny.
Kiedyś... po sezonie... jak będzie więcej czasu, zrobię takie małe podsumowanie.
A na razie te co jeszcze kwitną... oby jak najdłużej...
-------------------------------------

Pozdrawiam wszystkich i życzę miłej niedzieli...















piątek, 23 września 2011

To już jesień...

Tak...tak... to już jesień...czas płynie tak szybko, że aż się nie chce wierzyć...
Jak sobie pomyślę że znowu kilka miesięcy będę siedzieć w domu bez działki, to mną trzęsie....
Ale póki co, jest jeszcze ciepło i można buszować w ogródku... a ostatnio dzieje się w nim dużo rzeczy  :)
Tak w ogóle, to chyba jestem trochę spóźniona z pracami... cebule niewysadzone i sporo roślin czeka jeszcze na przesadzenie.
Mam nadzieję że pogoda dopisze i skończę wszystko to, co zaplanowałam... ale przydałby sie deszcz, bo jest strasznie sucho.
Już nie pamiętam kiedy padało... w niektórych miejscach normalnie skała... beton...
---------------------------------------
A w ogródku jeszcze całkiem fajnie... róże kwitną... heliotropy też.
Hortensje choć powoli brązowieją, wyglądają jeszcze całkiem... całkiem...
Ale popatrzcie sami....




Na kwiaty tego wilca czekałam bardzo długo... aż wreszcie raczył zakwitnąć.
Nawet to dobrze że kwitnie dopiero teraz, bo przynajmniej to dość mocny akcent w ogrodzie.
Oby tylko za wcześnie mróz go nie ściął.




Rozchodniki dalej wyglądają atrakcyjnie...


Morina longifolia...  Morina wielkolistna... dziwna roślina.
Liście ma podobne do ostu i nawet kłują jak oset.
Pojedynczy kwiatostan nie wygląda zbyt atrakcyjnie, ale mam nadzieję że w przyszłym roku będzie ich więcej... same kwiaty są drobniutkie biało - różowe.



Popatrzcie jakiego gościa miałam dzisiaj... piękna papużka falista.
Pewnie komuś zwiała z domu... próbowałam ja złapać, ale niestety... uciekła.
Dała się jednak podejść bardzo blisko i nawet całkiem fajnie pozowała.


wtorek, 20 września 2011

Trzy Korony zdobyte...

Drugi dzień wycieczki... i właściwy cel wycieczki to zdobycie Trzech Koron...
Po śniadaniu wyruszyliśmy autokarem do Krościenka, skąd zaczęliśmy nasza wspinaczkę.
Nie podejrzewałam że będzie tak trudno, tym bardziej że nie miałam wcześniej żadnej "zaprawy", a kolana od kilku dni dawały się we znaki.
Ale zdecydowałam że pójdę... a co tam... zapowiadał się piękny dzień ale ranek był bardzo mglisty.
No to ruszyliśmy....
 Po krótkim marszu dość ostrym podejściem doszliśmy do miejsca, z którego rozciągał się widok na Krościenko.




Na tych zdjęciach widać jaka była mgła, a gdzieś tam zza góry przebijało się słoneczko.



Tu nasz grupa... mnie tam nie ma... ja pełniłam rolę fotografa... :)



i jeszcze raz widok na Krościenko...


Tutaj wchodzimy już na teren Pienińskiego Parku Narodowego.





Po drodze nie robiłam zbyt dużo zdjęć... byłam skupiona na dojściu do celu, a łatwo nie było.
No i wreszcie dotarliśmy... kolejne zdjęcia są już z platformy widokowej.
Żałowałam tylko że nie miałam ze sobą nowego aparatu, ale z drugiej strony mały był mniej uciążliwy :)



















Pooglądaliśmy wszystko w koło, i nadszedł czas na powrót.... bałam się go jeszcze bardziej, bo wiem że schodzi się trudniej... moje kolana... czy wytrzymają ???
Ale o tym następnym razem...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...